Korzystając z okazji pobytu w Valletcie, postanowiłem wbiec na najwyższą górę Malty. Ku memu zaskoczeniu okazało się, iż najwyższym wzniesieniem tej wyspy jest klif Dingli na zachodnim brzegu, czyli po drugiej stronie wyspy. Ta’ Dmejrek ma wysokość tylko 253 m n.p.m. i nie jest jakimś wybitnym wzniesieniem. Nie jest nawet oznakowany!

By jak najkrócej przebywać na słońcu wybiegłem z mariny ok 5:30, jeszcze po ciemku. Mimo wczesnej pory było już 25 stopni. 

Wschodnie wybrzeże Malty jest o wiele mocniej zindustrializowane niż inne jej części. Biegłem więc asfaltem mijając port, stocznie, osiedla, fabryki, warsztaty. Po około 10 km teren zaczął się podnosić i skończyły się budynki. Zaczął się bieg szutrami pomiędzy wypalonymi słońcem polami i nawadnianymi winnicami. Słońce powoli zaczęło prażyć mnie w kark.

Po 19 km dotarłem do klifów. Niesamowite 200 metrowe ściany opadające do morza robią ogromne wrażenie! Widać z nich oddaloną o 5 km malutką, niezamieszkałą wysepkę Filfla. Jest też na nich obserwatorium astronomiczne. Robiło się coraz goręcej, słońce normalnie kłuło jak szpilki.

Ruszyłem w drogę powrotną. Pragnienie me rosło w zastraszającym tempie! A tempo biegu w podobnym tempie spadało. Wbiegnięcie z powrotem do bardziej zabudowanej części wyspy, tym razem mnie ucieszyło! Doceniłem cień budynków i drzew. Teraz już wiem co to znaczy biec „poza strefą komfortu”. Czułem, że mimo czapki mózg mi się gotuje. Po ponad 4 h i 36 km biegu byłem na jachcie. Sprawdziłem temperaturę: 48 stopni  w słońcu! Nasuwa mi się wniosek, że latem chyba najlepiej biegać po Malcie ….. w nocy.

GALERIA

[Proponujemy oglądanie zdjęć w powiększeniu]

PLAN TRASY

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

ten + eight =