02
Sie-2016

Ischia to największa wyspa Archipelagu Wysp Flegryjskich, leżących w Zatoce Neapolitańskiej. Monte Epomeo  (789 m n.p.m.) to najwyższa, przypominająca wulkan, góra wyspy Ischia.

Mimo, że góra jak i cała wyspa powstała w wyniku erupcji, to Epomeo nie jest faktycznie wulkanem, bo nie ma krateru. Nazwa samego szczytu pochodzi z greckiego – Epopeo po grecku znaczy rozglądać się dookoła. I faktycznie rozglądając się ze szczytu widać całą Zatokę Neapolitańską, na pierwszym planie z górującym Wezuwiuszem i bardzo rozległym pod nim leżącym Neapolem, bardziej odległym Sorrento, innymi Wyspami Flegrejskimi i słynną wyspą Capri.

GALERIA

[Proponujemy oglądanie zdjęć w powiększeniu]

Zbocza Epomeo porośnięte są gęstym liściastym lasem i bardzo gęstą leszczyną. Kopuła szczytowa to biało zielony tuf. Na szczyt można się dostać znakowanym szlakiem z wioski Fontana. Szlak wiedzie stamtąd mniej stromymi południowymi zboczami. 

Niestety musiałem wystartować od strony północnej, z Lacco Ameno, skąd wg pytanych autochtonów nie ma oznakowanego szlaku. Ale były za to niewiadomo gdzie wiodące ścieżki. Niektóre nagle rozmywały się gdzieś  wśród drzew, inne prowadziły mnie ni to do jaskiń, ni to do omszałych kopuł ze śladami dawnego zamieszkania. Inne raptem zawracały spod szczytowego urwiska na północ.

W końcu, próbując trzeci dzień z rzędu, przedarłem się wspinając się przez strome, ale zalesione gęsto zbocze i wybiegłem na wschodnią grań Epomeo. Tam dość szybko odnalazłem ścieżkę idącą z drugiej strony wyspy, z Fontany. W końcu znowu mogłem biec. Szlak stromo wiódł kamiennymi stopniami i wymytymi przez wodę jakby rynnami już na sam szczyt. Pod szczytem minąłem przepiękny, wkomponowany w skałę kościółek św. Mikołaja. 

Po ponad godzinnym biegu i przedzieraniu się przez nieznany, gęsty las znalazłem się w końcu na samej górze. Wg endomondo to 783 m n.p.m. Na szczycie nad wykutą w tufie platformą stał gotowy do wciągnięcia flagi niestety nagi maszt.  Do pełni szczęścia brakowało mi tylko łopotu flagi.

Opisy nie kłamały. Ze szczytu rozpościerał się przepiękny widok. Strzeliłem parę fotek, opróżniłem do końca bidon i poleciałem w dół. Nie udało mi się trzymać tracka wejściowego i po wybiegnięciu z lasu zgubiłem się wśród przepięknych winnic Casamicciola. Tam straciłem najwięcej czasu. Położone na 2 metrowych stopniach winnice i wszędzie stojące wysokie płoty śniły mi się jeszcze przez parę dni. Kluczyłem wśród nich ponad pół godziny. Koniec końców po trzech godzinach od startu byłem znowu w Lacco Ameno. Szczęśliwy!

PLAN TRASY

0

 likes / 0 Komentarze
Poleć ten post:

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec