Moim celem jest Etna – 3.340 m n.p.m. To najwyższy czynny wulkan w Europie, jednocześnie najwyższy szczyt Sycylii i całego basenu Morza Śródziemnego. 

W niedzielę 6 lipca 2014, skoro świt jadę busem z Syrakuz do Katanii. Niestety mam czas tylko do wieczora. Z perypetiami i dopiero w południe docieram stopem do Rifugio Sapienza (1.910 m n.p.m). Zostały mi tylko 4 godziny na wbiegnięcie na szczyt i powrót na dół. Z żalem wjeżdżam kolejką do Terminal Funivia, omijając pierwsze 5 km planowanego podbiegu, ale zyskując cenne minuty. Startuję więc do góry z poziomu 2.500 m.n.p.m. tak jak większość turystów.

GALERIA

[proponujemy oglądanie zdjęć w powiększeniu]

Zobacz wiecej

 

 

Biegnąc pnącymi się w górę żużlowymi serpentynami, lawiruję pomiędzy setkami ludzi. Momentami muszę zbiegać z drogi na hałdy zastygłej lawy by przepuścić terenowe busy, wiozące bardziej zasobnych lub bardziej leniwych turystów pod same stopy wulkanu. Po 4 kilometrach biegu, w pyle wzbijanym przez busy i ich spalinach, docieram do Torre del Filosofo. Jest to siodło pomiędzy głównym kraterem Etny, a mniejszym kraterem Baita delle Guide. Tu właśnie kończą bieg busy i gromady pieszych turystów. Do szczytu jest jeszcze w pionie ok. 450 m. Dalszą drogę, a raczej już ścieżkę ginącą wśród pofałdowanej, zastygłej lawy zagradza szlaban. Ze względu na niebezpieczeństwa związane z tym, że wulkan jest cały czas aktywny, wejście dalej jest możliwe tylko z permitem, czyli pozwoleniem. Hmmm? Wybierając się tu, nic o tym pozwoleniu nie wiedziałem. I to oczywiście, że go nie mam. Po bardzo krótkiej chwili zastanowienia zasuwam bez permitu, trawersując zbocze Etny. Jego brak dodaje mi tylko sił. Tłum i zgiełk zostały w tyle, a raczej w dole. W końcu jestem sam!

Po kilometrze dobiegam do grupki idących w górę ludzi. Są zaskoczeni widokiem faceta, który na wysokości ponad 3.000 m n.p.m., biegnie pod górę, tylko w trailowych butach, krótkich spodenkach i z małym plecakiem. Okazuje się, że są to francuscy sejsmolodzy. Wbrew ich sugestiom decyduję się kontynuować bieg ku kraterowi. Radzą mi więc bym ze względu na kierunek wiatru i trujące, wulkaniczne gazy wspiął się na szczyt jeszcze bardziej od zachodniej strony. Dziękując serdecznie za ostrzeżenie zostawiam ich lekko zszokowanych i zasuwam dalej biegiem. Po następnym kilometrze, wedle ich wskazówek, zbaczam ze ścieżki na prawo, wchodząc na zbocze stożka wulkanicznego.

Bieg staje się niemożliwy, kąt nachylenia stoku to 30-45 stopni. Kończy się stabilne i twarde podłoże z zastygniętej magmy. Idąc zapadam się w drobnym pumeksie i żużlu do połowy łydek. Mozolnie brnę pod górę, czasami przebierając nogami prawie w miejscu. Jest coraz bardziej gorąco. Uczucie ciepła potęguje palące słońce. Trochę ulgi przynoszą mocne powiewy wiatru. Niestety, by mi nie zwiało czapki z daszkiem, muszę ją schować do plecaka. Dopiero wtedy zaczyna się piekło na głowie! Mijam szkielet jakiegoś zwierzaka. Uświadamia mi to, że jestem w naprawdę śmiertelnie niebezpiecznym terenie. Ze zbocza osypującego się pumeksu i żużlu, wystają żółte płaty siarki i białych minerałów, wyglądających jak śnieg. Z wgłębień na stoku unosi się dym i obłoki pary. Zapach siarki jest coraz mocniejszy. W końcu wdrapuję się na krawędź krateru Etny. Nie spodziewałem się, że jest tak ogromny! Z powodu wyziewów i dymu wydobywającego z jego wnętrza nie widzę ani jego dna, ani przeciwległego brzegu. Widać, że linia krateru lekko się jeszcze wznosi do góry. Z mapy wynika, że jestem w miejscu zwanym Bocca Nuova. Wysokościomierz wskazuje 3.285 m n.p.m. Czyli niecałe 800 metrów w pionie, na siedmiokilometrowej trasie biegu zajęło mi ponad 100 minut! Masakra! Mam tempo iście żółwie.

Patrząc na to co się dzieje po drugiej stronie krateru, zaczynam rozumieć przed czym mnie ostrzegali spotkani Francuzi. Bogu dziękuję, że ich spotkałem. Dym i wyziewy przewalają się ciężko przez krawędź krateru i opadają zboczem w dół. Od czasu do czasu wulkan wyrzuca ogromne bryły półpłynnej siarki. Na szczęście jestem po jego drugiej, nawietrznej stronie. Robię fotki i zbieram się na dół. Zbiegam szybko zakosami, osuwając się po ruchomej powierzchni stoku. Gdyby nie drobne, ostre kawałki pumeksu i żużlu wpadające mi od góry do butów, zbieganie to byłoby niesamowita frajdą. Niestety, co chwilę muszę siadać i wysypywać wulkaniczną zawartość z butów. Ostre kawałki pumeksu pocięły mi łydki, stopy, skarpetki oraz wierzchnią warstwę butów, które po tym biegu nadawały się niestety do wyrzucenia.

Dobiegając do szlabanu, stwierdzam , że mam jeszcze na tyle czasu by wbiec na sąsiadujący z Etną o wiele mniejszy krater Baita delle Guide (2.920 m n.p.m.) Droga na jego szczyt jest prawie równoległa do początkowo planowanej przeze mnie trasy zejścia, więc bez wahania wybieram ten wariant. Drepcząc ścieżką pod górkę mijam grupkę ludzi jakoś dziwnie na mnie patrzących. Krater Baita delle Guide jest wygasły i można go obejść dookoła ścieżką. Pięknie stąd widać główny szczyt Etny i prowadzącą pod niego całą drogę. Z krateru zbiegam na szagę, osypującym się zboczem, aż do serpentyny uczęszczanej przez busy i tłumy turystów. Po kolejnych 3 kilometrach zbiegania tą utwardzoną drogą, a w sumie po ponad 3 godzinach od startu jestem znów przy kolejce linowej.

Idę się umyć do toalety. Teraz rozumiem skąd te zdziwione spojrzenia ludzi i powód schodzenia mi z drogi. Sam się siebie wystraszyłem! Z drugiej strony lustra patrzy na mnie Czart w najbrudniejszej postaci. Twarz czarna od wulkanicznego pyłu. Czarne zacieki od potu zmieszanego z pyłem na ubraniu i całym ciele. Lecz najgorzej wyglądały moje nogi, całe pokryte rozmazanymi, czarno czerwonymi od kurzu i krwi plamami.

Po doprowadzeniu się do jako takiego porządku serwuję sobie w barze duże, zimne piwo i focaccię . Mmmmmm… nektar z ambrozją!! Chyba na to dziś zasłużyłem. Dla tej chwili warto było się trochę spocić i pobrudzić, a nawet podrapać. Z każdym łykiem piwa poziom adrenaliny powoli zaczyna spadać i dociera do mnie, gdzie byłem i że naprawdę miałem dużego farta. Szczęśliwie przypisała mi aura i mały stopień aktywności Etny. A przede wszystkim szczęściem okazali się spotkani sejsmolodzy. Dziękuję jeszcze raz za to opatrzności. Żałuję tylko, że nie wystartowałem z samego dołu, od Rifugio Sapienza. Byłoby bardziej honornie. Może następnym razem.

PS.

Rada dla chcących się udać na samą górę: załatwcie sobie pozwolenie w administracji parku, weźcie długie spodnie, ochraniacze na buty i bandamki. I dużo, dużo wody! Powodzenia!

 

PLAN TRASY

5. Torre del Filosofo

Od tego miejsca dalsza droga możliwa jest z 'permitem'. Do szczytu pozostaje jeszcze ok. 450 m w pionie.

3. Droga na Etnę

Uczęszczana przez turystów oraz przejezdna dla busów trasa prowadząca do Torre del Filosofo.

6. Alea iacta est!

Trawers wokół krateru w drobnym pumeksie i żużlu. Tu widoczny szkielet zwierzęcia.

8. Krater Etny

Widok od zachodniej strony na krater Etny - zdjęcie zrobione na wysokości ok. 3.285 m n.p.m.

7. Atak szczytowy na Etnę

Miejsce skąd można dostać się od zachodniej strony do korony krateru Etny. Uwaga - cała droga a szczególnie ten odcinek jest obarczony bardzo dużym ryzykiem - zalecamy nie powielanie tej trasy bez należytego przygotowania, zezwoleń i zabezpieczeń.

4. Baita delle Guide

Krater mniejszego wulkanu (2.920 m n.p.m.) sąsiadujący z kraterem Etny. Tu widok na krater Etny.

1. Rifugio Sapienza

Miejscowość leżąca na południowym zboczu Etny, na wysokości 1.910 m n.p.m. Stąd wyrusza większość wycieczek turystycznych na zbocze wulkanu. Tu znajduje się także dolna stacja kolejki górskiej, która wywozi turystów do Terminal Funivia.

2. Terminal Funivia

Końcowa (i jedyna) stacja kolejki górskiej na wysokości 2.500 m n.p.m. Skorzystanie z kolejki pozwala 'zaoszczędzić' około 600 metrów w pionie oraz 5 km w poziomie. Z tej stacji możliwa jest jazda busem do Torre del Filosofo.

 

0

 likes / 0 Komentarze
Poleć ten post:

Archiwum

> <
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec
Jan Feb Mar Apr May Jun Jul Aug Sep Oct Nov Dec